Urszula Kozakowska-Zaucha

 

Sarmaci i szalikowcy*

 

Kraków

Otwarta Pracownia

wystawa: Ignacy Czwartos. Malarz typowo polski

5 - 28 lutego 2010 r.

 

Tak, oczywiście. Jestem "typowo polski". Tak ma być. Cieszę się z tego1. Na czym polega ta typowa polskość Ignacego Czwartosa wyjaśnia wystawa artysty w Otwartej Pracowni w Krakowie.

 

Wygadana melancholia

Ten krakowski malarz o kielecko-poznańskich korzeniach w opinii powszechnej kojarzy się przede wszystkim z pełnymi wdzięku ilustracjami pojawiającymi się na łamach Przekroju czy Gazety Wyborczej. Te trochę naiwne, pełne humoru, nieco surrealne w nastroju historyjki przyciągają wzrok zarówno precyzją kreski, jak i celową nieporadnością perspektywy. Zdaniem Ignacego Czwartosa z tymi rysunkami, to jest tak, że kiedy człowiek jest powściągliwy w malowaniu, to po prostu czasem ma ochotę się wygadać. Moje rysunki to gadulstwo, dziecinada. Trochę jakbym na szydełku robił. Ale one są tak samo melancholijne jak moje obrazy. To je łączy.

W kontekście tych pozornie nieporadnych rysunków malarstwo Ignacego Czwartosa zaskakuje, a równocześnie intryguje. Artysta jest prawie od początku swojej drogi artystycznej wierny kameralnej, zgaszonej kolorystycznie abstrakcji, ale równocześnie interesuje go malarstwo figuralne, a w szczególności portretowe. Początkowo malował ciemne wizerunki, wyraźnie inspirowane portretami trumiennymi, które z czasem wzbogacał elementami abstrakcyjnymi. Taką formę nadał artysta, zaprezentowanemu w 2005 r., również w Otwartej Pracowni - cyklowi z przedstawieniami zakonnic. Oszczędne w formie, płaskie, linearne, emanowały swoistym liryzmem, właściwym nie tylko polskim portretom trumiennym, lecz także naiwnemu malarstwu XIX w., zwłaszcza pełnemu prymitywnego uroku amerykańskiemu malarstwu portretowemu. Można się w nich doszukać również i inspiracji twórczością Jerzego Nowosielskiego oraz Andrzeja Wróblewskiego, a także - do czego Ignacy Czwartos się przyznaje - brutalną sztuką socrealizmu i "mocną formą" rosyjskich malarzy - Aleksandra Dejneki czy Kuźmy Pietrowa-Wodkina.

 

Z sarmackim pozdrowieniem

Najnowsze portrety Ignacego Czwartosa to seria konterfektów kibiców ulubionej drużyny piłkarskiej artysty - Korony Kielce. Sportretowani szalikowcy nie są anonimowymi postaciami - są wśród nich, obok samego artysty, również i jego przyjaciele i artyści z kręgu krakowskiej Otwartej Pracowni. Bohaterowie Czwartosa ujęci zostali w zaskakująco monumentalne i statyczne formy, przez co jeszcze wyraźniej tchną spokojem i dostojeństwem pewnych siebie i dumnych kibiców, którzy z właściwą sobie godnością i butą noszą piłkarskie atrybuty - kolorowe szaliki. Te właśnie portrety, powstałe z fascynacji barokiem, malarstwem Szymona Czechowicza, a przede wszystkim portretem sarmackim - potwierdzają "polskość" malarstwa Ignacego Czwartosa i są najlepszym komentarzem wyjaśniającym, dlaczego uważa się on właśnie za "malarza typowo polskiego". Kibice Czwartosa, którzy zamiast żupanów noszą dziwaczne koszule, a zamiast tarcz herbowych w tłach obrazów towarzyszą im kolorowe znaki - typowe dla artysty wstawki abstrakcyjne, poprzez czytelną ironię prezentują, podobną do sarmackiej - gotowość do poświęceń na rzecz obrony jej tożsamości i honoru.

 

Ślubne zapowiedzi

Wśród prezentowanej w Otwartej Pracowni serii portretów wyróżnia się jedyny pozbawiony powiązań piłkarskich konterfekt. Jest to małżeński wizerunek artysty i jego żony - Wariat i zakonnica - swoiste monidło ślubne, podszyte kolejną wersją autoironii i dowcipu nawiązującą do witkacowskiego humoru, lecz również mającą odniesienie do klasyki malarstwa europejskiego - do Portretu małżonków Arnolfini Jana van Eycka. Jest to może także zapowiedź dalszych poszukiwań Ignacego Czwartosa, który stwierdził: w ogóle lubię takie monidła - portrety małżeńskie, podrysowane zdjęcia. (...) Chyba chciałbym pójść w tę stronę.


Przypis:

1 M. Karpińska, rozmowa z I. Czwartosem: Nie muszę łowić, bo maluję, 2003 - www.otwartapracownia.com

 

* tekst pochodzi ze styczniowo-marcowego (2010) wydania SZTUKA.PL